Przejdź do nagłówka Przejdź do zawartości Przejdź do stopki Przejdź do wyszukiwarki Przejdź do strony logowania Przejdź do strony kontaktowej

Tworzy markę, o której mówi świat designu. Przedsiębiorczości uczył się w WSPiA. Aleksander Płoszaj: Bój się i rób

20.07.2026

Meble z kartonu mogą zaskakiwać formą, ale za sukcesem Pracowni Płoszaj stoi coś znacznie trwalszego niż sam materiał – konsekwentnie realizowana wizja biznesu. O budowaniu marki opartej na wartościach, odwadze w podejmowaniu decyzji i lekcjach wyniesionych ze studiów we WSPiA opowiada Aleksander Płoszaj, dyrektor ds. handlowych i marketingowych Pracowni Płoszaj.

Czy z kartonu można stworzyć mebel, który stanie się designerską ozdobą salonu? Pracownia Płoszaj od lat udowadnia, że tak. Marka zbudowała swoją pozycję na autorskim wzornictwie, ręcznej produkcji i przekonaniu, że odpowiedzialny biznes zaczyna się od wartości, a nie od tabel z wynikami sprzedaży. O filozofii prowadzenia firmy, podejściu do przedsiębiorczości i budowaniu marki rozmawiamy z Aleksandrem Płoszajem, dyrektorem ds. handlowych i marketingowych Pracowni Płoszaj, a jednocześnie absolwentem WSPiA Rzeszowskiej Szkoły Wyższej. 

G. B: Jak narodził się pomysł na Pracownię Płoszaj? Czy od początku wiedzieliście, że chcecie stworzyć coś, czego wcześniej na rynku właściwie nie było?

×

A. P.: Pomysł powołania do życia marki Pracownia Płoszaj narodził się w momencie, kiedy tata zaproponował mi kontynuowanie jego działalności. Jego firma produkuje od około dwudziestu lat meble kartonowe, więc to nie do końca tak, że tego typu produktów na rynku nie było. Różnica polega na tym, że przez te 20 lat produkcja polegała na wytwarzaniu mebli jako podwykonawca według projektu innej osoby na rynek zagraniczny, a Pracownia Płoszaj jest marką własną oferującą produkty zaprojektowane przez nas i kierowane – póki co – do polskiego odbiorcy. Projekt został zatem powołany do życia, kiedy ja dołączyłem do zespołu.

G. B.: Jaką rolę odegrali wykładowcy WSPiA? Czy pamięta Pan moment lub radę, która później okazała się przełomowa dla rozwoju firmy?

A. P.: W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę, że Studenci Zarządzania na WSPiA mają niezwykłe „szczęście” do kadry naukowej. Zajęcia prowadzone są przez naukowców, którzy jednocześnie są praktykami. Dzięki temu Student dostaje – w mojej ocenie – idealnie zbalansowaną wiedzę, gdzie proporcje pomiędzy teorią akademicką, a doświadczeniem praktycznym są świetnie wyważone.

W związku z tym każdy wykładowca WSPiA miał wpływ na moje postrzeganie świata, biznesu i wizję dalszego rozwoju. Jest to też główny powód, dla którego zdecydowałem o kontynuowaniu nauki w WSPiA po obronie pracy licencjackiej.

Nie jestem w stanie w tej chwili wskazać jednej konkretnej rady, która okazała się przełomowa. Pamiętam za to twarze wielu nauczycieli akademickich, którzy często „między wierszami” udzielali nam, jako Studentom, wielu ważnych porad nie tylko naukowych, ale i życiowych. To nie tylko świetni fachowcy, ale po prostu też dobrzy ludzie, którzy pomagają innym uwierzyć w siebie.

Po namyśle jednak przyszła mi do głowy jedna rada, która chyba najczęściej mi się przypomina w różnych sytuacjach życiowych. Na jednym z wykładów Pani Dziekan dr inż. Anna Wojtowicz powiedziała nam, że nie musimy być ze wszystkiego najlepsi i nie trzeba mieć ze wszystkiego 5. Zwykle wystarczy, że jesteśmy w czymś po prostu dobrzy. Te słowa przypominają mi się, kiedy coś popycha mnie do włożenia zbyt dużej ilości energii w przedsięwzięcie, które nie jest tego warte. Bez problemu można przenieść tę maksymę na wszystkie dziedziny życia (w tym biznes). Potwierdzam – działa.

Korzystając z możliwości wypowiedzi, chciałbym też wyrazić uznanie dla Pani dr inż. Małgorzaty Baran i promotora mojej pracy licencjackiej Pana dr. Marcina Marszałka. Nie sposób wskazać po jednej radzie, którą od nich otrzymałem. Z pewnością współpraca z nimi na zajęciach, kole naukowym Kreatywny Menadżer i na seminarium dyplomowym w całokształcie bardzo pomogła mi w rozwoju.

G.B: Czy zdarza się Panu wracać do wiedzy lub narzędzi poznanych podczas studiów, podejmując ważne decyzje biznesowe?

A. P.: Jak już wcześniej częściowo wskazałem, studia w WSPiA odegrały bardzo dużą rolę w sposobie patrzenia na biznes i ogólnie na zagadnienia związane z szeroko pojętym zarządzaniem.  Narzędzia, które poznałem w toku studiów są niezbędne przy skalowaniu biznesu, rozwoju i myśleniu długofalowym. Własna działalność gospodarcza ma tę cechę, że nie wiadomo czy się uda. A jeśli tak, to nie wiadomo na jak długo i w jakiej skali.

Nie jest powiedziane, że kiedyś nie przyjdzie mi szukać pracy w czyjejś firmie. Na szczęście specjalistyczna wiedza przekazywana przez praktyków, jak np. narzędzia do analizy ekonomiczno-finansowej przedsiębiorstwa, czy wiedza z wielu dziedzin prawa gospodarczego i handlowego dają umiejętności poruszania się po dużym biznesie, co stanowi ogromną wartość nie tylko we własnym przedsiębiorstwie, ale  także przy ewentualnym podjęciu pracy na stanowiskach menadżerskich wyższego szczebla. Ja też zrealizowałem cały tok studiów licencjackich dokładnie tak, jak zakładałem.  Specjalizacja „Zarządzanie i Prawo w Biznesie” połączona z pracą dyplomową referującą przekształcenie jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę  z ograniczoną odpowiedzialnością dobrze przygotowały mnie do wypłynięcia na szeroki rynek pracy niezależnie od formy zatrudnienia.

G.B.: Pracownia Płoszaj udowadnia, że innowacja nie zawsze oznacza nowoczesne technologie. Skąd odwaga, aby postawić właśnie na meble z kartonu?

A. P.: Prawdę mówiąc nie ma w tej historii zbyt wielkiego romantyzmu. Po prostu przyszło mi „rzeźbić” w tym, co zastałem i próbować to rozwinąć. Było w tym dużo chłodnej kalkulacji, ale też cały czas towarzyszy mi ogromna ekscytacja robienia czegoś nietuzinkowego. To napędza.

Sama odwaga wejścia w tę branże nie różni się zbytnio od odwagi do otworzenia budki z lodami. Człowiek ma tylko dwie opcje – bój się i nie rób, albo bój się i rób. Bez dreszczyku emocji się nie da.

Dostrzegłem duży potencjał tego rynku i to też był bardzo ważny powód, dla którego zdecydowałem o wzięciu udziału w tym projekcie. Te badania rynku zostały później w toku studiów rozwinięte i rozszerzone podczas zajęć (w ramach projektu zaliczeniowego) i ich wynik potwierdził moje wcześniejsze założenia.

G. B.: Jak reagowali pierwsi klienci? Czy bardziej trzeba było sprzedać produkt, czy najpierw przekonać ludzi do samej idei?

A. P.: Tak zwariowany projekt jak meble z kartonu wymaga działania wielotorowego. Z jednej strony kluczowa jest sprzedaż, z drugiej budowanie świadomości idei przypadło właśnie nam. Powodem takiego stanu rzeczy jest niezagospodarowana nisza na polskim rynku. Na zachodzie tego typu produkty nie szokują już tak, jak w Polsce.  Jest to więc wielka możliwość, ale też duże wyzwanie. Wymaga cierpliwości, zaangażowania i współpracy z ludźmi, którzy pomagają nam rozpropagować tę ideę. Mowa tutaj np. o projektantach wnętrz, czy specjalistach od designu.

Warto wskazać, że rozmawiamy o produktach, które nie są masowe, zostały zaprojektowane u nas, a wytwarzane są ręcznie z materiałów ekologicznych. To dla wielu odbiorców wartość sama w sobie.

G.B.: Gdyby dziś został Pan zaproszony na zajęcia ze studentami Zarządzania, jaka byłaby pierwsza rada, którą przekazałby osobom marzącym o własnym biznesie?

A. P.: Byłaby to rada dotycząca raczej kompetencji miękkich. Powiedziałbym im na początku, żeby przede wszystkim nie podchodzili to tego zbyt poważnie i nie lokowali w tym nadmiernych emocji. Porażka nie jest niczym złym, ani niezwykłym. Za to uzależnienie swojej wartości od zewnętrznego czynnika można przypłacić fatalnym stanem psychicznym. Bawmy się i traktujmy to jak grę. Oczywiście komfort takiego podejścia wymaga zabezpieczenia swojego zaplecza finansowego. Więc czasem warto chwile odczekać i się przygotować, żeby na spokojnie działać bez strachu, że nie będzie jak się utrzymać w razie niepowodzenia.

No i nigdy nie przestawajmy się uczyć! Nie muszą to być studia, ale kiedy staniesz w miejscu, to w praktyce cofniesz się w rozwoju.  Usłyszałem kiedyś, że „fart to okazja + gotowość”. Okazji jest dużo. Naszą rolą pozostaje być zawsze gotowym. Tylko tyle i aż tyle.

G. B.: Jak definiuje Pan dziś sukces? Czy jest nim sprzedaż, rozpoznawalność marki, a może świadomość, że udało się stworzyć coś własnego?

A. P.: Sukces, to żyć w zgodzie ze sobą i czerpać z tego radość i satysfakcję. Dla jednego człowieka to będzie niesamowity rozwój firmy i pomnażanie majątku, dla drugiego życie w lesie na uboczu i samowystarczalność, a dla jeszcze innego założenie szczęśliwej rodziny z gromadką dzieci i wnucząt. Ja jestem gdzieś pośrodku każdego z tych wariantów. Najważniejsze to być szczęśliwym i spełnionym, niezależnie od tego, co myślą o tym inni ludzie.

Jest tutaj duża pułapka. Wielu rozumiało sukces, jako osiągnięcia finansowe. Wielu poświęciło wszystko dla biznesu, pieniędzy, kariery, supersamochodów i pięciu domów na różnych kontynentach. Niestety w wielu tych przypadkach okazywało się, że nie tego chcieli tak naprawdę. Ulegli presji społecznej i niewłaściwie zdefiniowali sukces w odniesieniu do własnego życia. Uczmy się nie tylko na swoich, ale i cudzych błędach.

Trzeba więc długo i wnikliwie rozmawiać samemu ze sobą. Według mnie pomaga tutaj nauka i praktykowanie filozofii buddyjskiej. Dla mnie osobiście bardzo ważne jest też wnoszenie wartości nie tylko materialnej, ale także społecznej. Dostarczenie ciekawego produktu, tworzenie nowych miejsc pracy i aktywizacja lokalnej społeczności brzmią jak przepis na satysfakcję.

Autor: Gabriela Biega